Historia o tym, jak przez kredyt bożonarodzeniowy wpadłam w długi

Zbliżające się Boże Narodzenie to znak, że czas zacząć myśleć o prezentach dla najbliższych. Wigilia i 2 dni świąt, upominki, podróże do rodziny… To wszystko przecież kosztuje. A nikt z nas nie chciałby spędzić tego wyjątkowego czasu, licząc każdy grosz. Dlatego też tak dużo osób decyduje się wziąć kredyt specjalnie na okazję świąt. Czy jest to dobra decyzja? Przeczytaj historię pani Danuty i sam się przekonaj.

 

Zaczęło się tydzień przed świętami. Dotarło do mnie, ile czeka mnie teraz wydatków. Syn z żoną mieli przyjechać na wigilię, a więc trzeba dać dwa nakrycia więcej. Najmłodsza wnuczka marzy o łyżwach, a z mężem obiecaliśmy, że sprawimy jej ten prezent. Do tego wydatki na jedzenie, sprzątanie i dojazdy do dalszej rodziny w pierwszy dzień świąt. Podliczyłam wszystko i okazało się, że nasze pensje nie pokryją wszystkich wydatków. Postanowiłam więc wziąć kredyt.

Pani Danuta popełniła pierwszy podstawowy błąd. Podjęła decyzję o kredycie dość spontanicznie. Było to najprostsze i najszybsze rozwiązanie. A wystarczyłoby przecież nieco wcześniej zasiąść do planowania wydatków i stworzyć budżet, który pomógłby w lepszej organizacji finansów.

Pożyczkę wzięłam w parabanku, bo dawali świetne warunki. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało, że to było najlepsze rozwiązanie…. Święta minęły bardzo dobrze, nie żałowaliśmy wydatków, bo przecież mieliśmy pieniądze z pożyczki. Problem zaczął się jednak, gdy przyszło ją spłacać. Okazało się, że zwyczajnie brakuje nam na życie. Zaczęliśmy więc zalegać z ratami… aż w końcu przyszły odsetki i zdaliśmy sobie sprawę, że toniemy w długach. Nie wiedzieliśmy, co robić.

W takich sytuacjach najrozsądniejszym rozwiązaniem jest skontaktowanie się z firmą windykacyjną, która podpowie, jak wyjść z zadłużenia. Dobrą metodę rozłożenia długu na raty proponuje np. największa w Polsce firma zarządzająca wierzytelnościami – Grupa KRUK.

Koleżanka poradziła, żebym zwróciła się do KRUKa. Ponoć jej pomogli wyjść z długów – podzieliła sobie kwotę na wygodne dla niej raty i co miesiąc, po kawałku, spłacała zadłużenie. Zrobiłam tak samo. Dzięki temu dziś wiem, że powoli wychodzę na prostą. I mam wniosek na przyszłość – w następnym roku o wiele wcześniej zabiorę się za planowanie Bożego Narodzenia!