Moja historia z… kartami kredytowymi

Czego oko nie widzi, tego sercu nie żal. Stare przysłowia niosą ze sobą dużo prawdy w nowoczesnym świecie finansów, bo łatwo jest nam wydawać „wirtualne” pieniądze, np. na karcie kredytowej. Jednak niespłacanie naszych długów może spowodować poważne konsekwencje. A jeśli się okaże, że nagle na jednej z kart zabraknie nam środków na pokrycie wydatków z karty drugiej? Historia pani Moniki najlepiej obrazuje, że nie jest to sytuacja przyjemna.

Zaczęło się zupełnie niewinnie. Na początku potrzebowałam dodatkowych pieniędzy na wycieczkę zagraniczną, którą planowałam z mężem. Po całym roku pracy stwierdziłam, że przecież należy mi się jakiś odpoczynek. Wybraliśmy więc ofertę last-minute do Grecji, ale okazało się, że trochę przekracza nasze zdolności finansowe. Ale od czego są kredyty? Moja przyjaciółka doradziła nam, że sama też tak zrobiła i jej się to bardzo opłaciło. Poszła do banku, wzięła kartę kredytową i nie musiała się niczym martwić. Pojechała na wczasy, a potem kolejną wypłatę przeznaczyła na spłatę zadłużenia na karcie. Pomyślałam, że to świetne rozwiązanie. Poszłam więc do banku i poprosiłam o taką kartę. Co tam, raz się żyje! Grecja była wspaniała, bardzo z mężem odpoczęliśmy. A ta możliwość płacenia za zakupy „wirtualnymi” pieniędzmi spodobała mi się do tego stopnia, że zaczęłam z mojej karty kredytowej korzystać coraz częściej.

To niestety prosta droga do zadłużenia. Wydawanie pieniędzy z karty kredytowej jest łatwe i niezobowiązujące. Może nam się wydawać, że nie będziemy obarczeni żadną odpowiedzialnością. Niestety, tylko do czasu.

I tak, jak zaczęłam szaleństwo z kartą, już się nie mogłam powstrzymać. Po wczasach przyszła mi ochota na nowe markowe buty, o których dawno marzyłam. I Znów karta kredytowa niesamowicie ułatwiała zadanie. Mąż co prawda pytał, po co mi kolejna para butów, ale co facet może wiedzieć o modzie?! Czułam się trochę jak bohaterka filmów. Przy każdych większych zakupach wyjmowałam już nie jedną, a kilka kart, bo jak wyczerpywałam limit na jednej, to mogłam jeszcze korzystać z następnych… I tak w kółko. Cała heca trwała do momentu, kiedy mąż odkrył, ile mam długów. Pokazał mi wyciągi z kart i  szczerze powiem, że nie był to miły widok. Było mi strasznie wstyd, pokłóciliśmy się. Zdałam sobie sprawę, że sytuacja jest naprawdę poważna. Zrozumiałam, że chyba się uzależniłam od zakupów z kartą kredytową. Nie wiedziałam, co robić. Czułam się jak w błędnym kole. Nie miałam pieniędzy, żeby spłacić naraz wszystkie wykorzystane na kartach limity.

Pani Monika wpadła w typową pętlę zadłużenia. Sytuacja mogła być naprawdę dramatyczna.  Zwłaszcza, że zadłużenie wciąż rosło, aż jej sprawy zostały przekazane do firmy obsługującej zadłużenia.  Nie wiadomo, jak zakończyłaby się ta historia, gdyby nie kontakt z wierzycielem.

Dostaliśmy list od firmy, która przejęła nasze długi. Zamiast chować głowę w piasek, postanowiliśmy z mężem iść na całość i po prostu powiedzieć, że będzie nam trudno teraz spłacić wszystkie długi. Pani, z którą mieliśmy spotkanie, była bardzo miła i od razu doradziła nam dogodne rozwiązanie. Teraz spłacamy nasz dług w formie wygodnych dla nas rat, na które, dzięki odpowiedniemu oszczędzaniu, możemy sobie pozwolić. W końcu wychodzimy na prostą!