Moja historia z… kredytami chwilówkami

„Ekspresowa pożyczka w 5 minut!” – czytasz reklamę, przechodząc przez ulicę. Skręcasz w następną alejkę i już za rogiem widzisz kolejny wielki napis: „Chwilówka tylko na dowód!” Na każdym kroku szybkie kredyty gotówkowe kuszą tanimi ratami i szybką wpłatą środków na konto. Jednak bardzo często jest to prosta i niebezpieczna droga do popadnięcia w długi, co potwierdza historia pana Andrzeja.

Powiem bez ogródek: to był kaprys. Siedzę w domu po pracy, jem obiad i oglądam telewizję. A tam co chwila reklamy tych kredytów chwilówek. Myślę sobie, że to świetne rozwiązanie! Bez poręczycieli, na dowód, pieniądze od razu na konto itp. Aż zacząłem się przyłapywać na tym, że specjalnie szukałem okazji, żeby sprawdzić te pożyczki. I oczywiście, okazja taka przyszła niedługo. Syn miał osiemnaste urodziny, trzeba przecież jakiś porządny prezent dziecku sprawić! No to poszedłem do tego biura, które wydawało mi się naprawdę najlepsze i zapytałem o kredyt. Już następnego dnia pieniądze wylądowały na moim koncie. Drogi prezent dla syna kupiony, osiemnastkowa impreza rodzinna udała się świetnie, syn szczęśliwy z prezentu.

I wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby pan Andrzej przy kolejnej wypłacie uregulował zadłużenie i nie brał więcej pożyczek. Jednak łatwość, z jaką dostajemy pieniądze podczas zaciągania właśnie takich szybkich pożyczek, jest kusząca i niemal uzależniająca.

Pomyślałem sobie: a co mi szkodzi? Wezmę kolejną chwilówkę. Tym razem poszło na nowy telewizor, który przecież i tak chciałem już dawno kupić. Jak już zobaczyłem wymarzony sprzęt, byłem w siódmym niebie! Moja radość jednak nie trwała zbyt długo. Okazało się, że ta wspaniała pożyczka miała odsetki o wiele większe, niż myślałem. Pewnie napisane było to gdzieś małym druczkiem, a ja zaślepiony wizją nowej   plazmy, czegoś tam nie doczytałem, no i… dostałem za swoje.

Taka sytuacja może się zdarzyć każdemu. Jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy. Najważniejsze jednak, by w odpowiednim momencie podjąć rozsądne działania, które pomogą nam wyjść z długów.

Zacząłem dostawać coraz więcej powiadomień o długach. Nie miałem pojęcia, co z tym robić. Żona nic nie wiedziała  o moich problemach. Denerwowała się, że telefony wydzwaniały. A ja robiłem dobrą minę do złej gry. Poradziłem się nawet przyjaciela, co w tej sytuacji zrobić. Szczerze powiedziawszy, zupełnie nie spodziewałem się, że zareaguje właśnie w taki sposób. Poradził: „Chłopie, nie wymiguj się! Skontaktuj się z wierzycielem i dogadajcie się co do najlepszego rozwiązania. Nic Ci nie da chowanie głowy w piasek!”. Posłuchałem swojego przyjaciela, bo to mądry gość. Przełamałem się, zadzwoniłem do firmy zajmującej się moim długiem, i ku mojemu pozytywnemu zdziwieniu, wszystko nagle obróciło się na dobre! Podzieliłem swój dług na wygodne dla mnie raty. Teraz mam perspektywę, że na pewno za rok czy dwa całkowicie pozbędziemy się tych tak głupio zaciągniętych długów. Moja rada na przyszłość? Jak mówi przysłowie: nie wszystko złoto, co się świeci. To znaczy: nie bierzmy w ciemno czegoś tylko dlatego, że ma atrakcyjną reklamę i wygląda dobrze. Takie „kredyty na chwilę” trwają zdecydowanie dłużej, niż to mówią na plakacie. Teraz już to wiem.