Moja historia z… nieodpowiednim kredytem

Kredyty zazwyczaj nie są niczym złym, bo w wielu sytuacjach mogą uzdrowić domowe finanse. Jednak obecnie oferta kredytów, proponowana przez różne banki, jest tak szeroka, że łatwo o pomyłkę i wybranie nieodpowiedniej formy kredytu. Taka sytuacja przytrafiła się panu Markowi. Jak sobie z tym poradził? Przeczytaj jego historię.

Odziedziczyłem po babci domek na przedmieściach. Przeprowadziliśmy się do niego z żoną z wynajmowanej kawalerki. Dom wymagał jednak remontu, a my nie mieliśmy żadnych oszczędności.  Koleżanka żony doradziła: weźcie kredyt! Trochę się opierałem, bo nie lubię mieć takiej świadomości, że zalegam komuś pieniądze, nawet jeśli „tym kimś” miałby być bank. Ale dobrze – żona prosiła, mnie też marzyło się mieszkanie na swoim. Postanowiliśmy wziąć kredyt.

Decyzja o kredycie to jeszcze nie koniec historii. Teraz trzeba przecież wybrać odpowiednią formę zapożyczenia. Ten moment jest bardzo kluczowy, bo od niego zależy, jak szybko będziemy później spłacać nasze zadłużenie. Należy ustalić odpowiednią kwotę odsetek, okres kredytowania (czyli czas, w którym będzie obowiązywało zadłużenie) i wysokość comiesięcznej raty. Jeśli wszystko zostanie dobrane nieodpowiednio, możemy mieć potem problem ze spłatą.

W takim momencie nie wszystko jest jeszcze stracone! Nawet jeśli wpadniemy w spiralę długów, nie należy załamywać rąk i poddawać się. Rozwiązanie może być bliżej, niż myślisz!

Dostaliśmy list od firmy zarządzającej naszym długiem. Trochę się baliśmy z żoną, co się stanie, ale postanowiliśmy odpowiedzieć i spotkać się z doradcą terenowym. Okazało się, że nasza sytuacja nie jest wcale z góry przegrana. Zaplanowaliśmy nasze wydatki, podzieliliśmy dług na  możliwe do spłaty raty i powoli zaczęliśmy likwidować nasze zadłużenie. Jeszcze nie jest najlepiej, ale przynajmniej mamy z żoną nadzieję, że już za około 2 lata nasze zadłużenie zniknie. A w międzyczasie oboje postanowiliśmy, że zaczniemy bardziej dbać o naszą edukację kredytową, by w przyszłości już nie popełnić tego samego błędu!