Moja historia z… nieumiejętnym oszczędzaniem

Czasami niespodziewany przypływ gotówki może nieźle skomplikować nasze życie. Nie, to nie żart! Nie sztuką jest dostać pieniądze, ale sztuką jest już umiejętne nimi rozporządzanie. W pułapkę zbytniej niefrasobliwości finansowej wpadła pani Ola. Przeczytaj, jak poradziła sobie z tym nieoczekiwanym problemem.

Studiuję prawo i nie są to studia proste. Nie mam zbyt czasu na pracę dorywczą, bo nauka zajmuje mi większą część dnia. Dlatego też tak mocno starałam się, żeby dostać stypendium naukowe, przyznawane corocznie najlepszym studentom. W zeszłym roku udało się – dostałam upragnione stypendium! Bardzo się ucieszyłam i byłam pewna, że to już koniec moich problemów z pieniędzmi.

Dodatkowy przypływ gotówki to sytuacja, z której chyba ucieszyłby się każdy. Dużo problemów znika, na więcej możemy sobie pozwolić. Jednak nierzadko może to spowodować też nieoczekiwane kłopoty.

Cieszyłam się, że każdego miesiąca będę dostawała pieniądze na konto i że ta sytuacja będzie trwała systematycznie przez cały rok akademicki. Niestety, moja czujność dotycząca domowych finansów bardzo wtedy zmalała. Przestałam się martwić tym, ile wydam na jedzenie w danym miesiącu albo czy mogę sobie pozwolić na spontaniczne wyjście do kina lub dłuższą imprezę. Wkrótce moje finanse przestała charakteryzować jakakolwiek dyscyplina. Miałam świadomość, że nie muszę się martwić o pieniądze i przestałam analizować, czy na pewno mnie na to stać, gdy wyjmowałam kartę przy płatnościach. Tu jakaś wycieczka na weekend zagranicę, tu koncert w innym mieście. I po pewnym czasie okazało się, że moje stypendium… znika. Zdałam sobie sprawę, że już nie mam coraz więcej pieniędzy, tylko coraz mniej. Uwierzycie w to? Zmniejszona czujność w kwestii oszczędzania wpędziła mnie w rezultacie w długi. Zaczęłam pożyczać od znajomych, rodziny..

Niestety, często jest tak, że zastrzyk gotówki napawa nas entuzjazmem i możemy zapomnieć się w beztroskim wydawaniu pieniędzy. Może to doprowadzić do długów, jak widać na przykładzie pani Oli. Co wtedy robić? Na pewno nie zaciągać kolejnych zadłużeń, tylko odważnie stanąć w szranki z problemem.

Postanowiłam, że nie będę chować głowy w piasek i dam sobie radę ze swoim długiem! Całe szczęście, że w porę zauważyłam, że moje długi rosną bardzo szybko. Moment, w którym dostałam powiadomienie od firmy, która przejęła moje zadłużenie, był jak kubeł zimnej wody. Od razu skontaktowałam się z ich doradcą terenowym i ustaliłam z nim szczegółowy plan spłat. Rozłożyłam swój dług na raty i już wiem, że za jakiś czas mój dług pójdzie w niepamięć. Może dostanę kolejne stypendium? W każdym razie wiem jedno: już nigdy więcej nie popełnię błędów z przeszłości i będę rozsądnie gospodarować swoimi finansami!